I need someone to tell me... >> niedziela, 2 sierpnia 2009 00:55:42
Too many dreams, and I feel like I'm running out of time although I'm only 21. Who knows whether I will manage to visit all the places I want to see, to learn all the things that fascinate me and to fulfill all my dreams? When should I do this and that,should I do this now or when I finish my studies or maybe take a gap year? I need priorities but I still can't decide what's more important at this stage.
Chaos, once again.
Lilith
komentarze [3] >> wtorek, 13 stycznia 2009 11:25:42
Tak długo nie pisałam...Nawet nie wiem od czego zacząć.
To wszystko dzieje się zbyt szybko....Czasem czuję że nie ma kontroli i wszystko co mogę zrobić to poddać się biegowi wydarzeń.
Może wobec tego powinnam zacząć od tego, co najważniejsze?
Nie widziałam osoby, której kocham już od...chyba 6 miesięcy. Boje się liczyć te miesiące bo wychodzi zatrważająco duża liczba. Pół roku. Czy to coś zmieniło? Nie. Czuję dokładnie to samo, może nawet więcej. W końcu jednak posłuchałam jego rady i spotykam się z kimś kto może być przy mnie. Przez tyle czasu odrzucałam ten pomysł, ale w końcu nie wytrzymałam....Nie chcę płakać codziennie i zawsze zasypiać sama. Zawsze jednak bałam się, że taki romans zniszczy to, co między nami. Co dziwne, nic się nie zmieniło. Czuję się trochę bardziej szczęśliwa, mniej samotna (chyba...), ale nasz związek się nie zmienił. Tak jakby ten drugi był tylko jakimś zewnętrznym czynnikiem, który nie może nas dotknąć. Chyba nic nie może? Szczerze....Nie chciałam tego. Wolałam poczekać, być tylko z tym jednym jedynym. Ale mój jeden jedyny nie będzie mógł być przy mnie, dzielą nas teraz tysiące kilometrów i nie tylko. Wiem tylko, że nic się nie zmieni. Wiem, że będziemy kontynuować tą bezsensowna miłość mimo wszystko. On jest czymś, co jest zawsze, jak słońce, wiatr, ziemia pod stopami, powietrze. Eternal.
Lilith
komentarze [3] >> wtorek, 13 stycznia 2009 11:15:38
...
Lilith
komentarze [0] >> niedziela, 2 listopada 2008 21:07:44
...
Lilith
komentarze [2] >> sobota, 26 lipica 2008 13:58:07
Niedługo wrócę....
Lilith
komentarze [3] >> sobota, 3 maja 2008 22:08:46
...
Lilith
komentarze [2] >> poniedziałek, 31 marca 2008 10:47:26
Nie wiem dlaczego tak trudno mi cokolwiek tu napisać. Gd byłam jeszcze w liceum pisałam przynajmniej raz w tygodniu i to dość długie notki, chociaż właściwie niewiele się działo. Teraz, gdy wyjechałam na studia i mieszkam w interesującym miejscu, poznaję mnóstwo ludzi, nie piszę prawie wcale. Gdzie tu logika? Nie chciałabym stracić swojego życia wewnętrznego, swoich przemyśleń, marzeń, snów. Nie chcę żyć tylko tym, co na wierzchu - studiami, rozrywką, pracą. Tak trudno jednak skupić się na wnętrzu, posłuchać tego cichego głosu, gdy wokół szum dużego miasta, obowiązki, życie towarzyskie. To trochę dziwne, z jednej strony to przecież tyle nowych doświadczeń, emocji, uczuć, a z drugiej - tak bardzo nas to zubaża, przestajemy słuchać siebie samych, przestajemy siebie rozumieć. Może czasem łatwiej rozpłynąć się w tłumie, zatracić się w pracy niż zatrzymać się i pomyśleć. Czasem to zbyt bardzo boli. Jednak nie powinniśmy chyba zbytnio rozleniwiać swojego umysłu, wyobraźni, naszych cech twórczych. Zawsze tak się bałam zostania jedną z tych szarych osób, które są identyczne jak cała reszta...Obowiązki, praca, zakupy, spotkanie ze znajomymi, sen. Nie chcę stać się taka...Nie wiedziałam tylko, że zatrzymanie tego, co w nas wartościowe i pozostanie sobą to taka ciężka walka. Chyba jednak warto?
Lilith
komentarze [3] >> czwartek, 20 marca 2008 17:12:32
...
Lilith
komentarze [1] >> środa, 13 lutego 2008 12:34:00
Czas zerwać z niewinnością i dziecinnymi marzeniami? Czy naprawdę każda kobieta która chce zdobyć wykształcenie i pracę musi dojść tego punktu, gdy trzeba zapomnieć o miłości?
Boję się zrobić ten krok. Potrafię być zwariowana, próbowac nowych rzeczy, smakować życie...Ale jednocześnie w głębi duszy pragnę dokonywać tych szaleństw z tylko jednym mężczyzna w swoim życiu....Chciałabym móc być na zawsze z moim pierwszym, z tym, którego kocham. Czy naprawdę muszę z tego zrezygnować, szukać dalej, tracić tą niewinność, świadomość, że należę do jednego mężczyzny, który będzie ze mną zawsze? Chyba tak. To boli gdy słyszę "Powinnaś znaleźć sobie kogoś tu, na miejscu, nie chcę, żebyś była sama a ja nie mogę zapewnić Ci nic innego oprócz tych rzadkich spotkać i wspólnych wakacji". Ja mogę czekać. Rok, dwa, trzy, to nie ma znaczenia. Kiedyś będziemy mogli być razem. Ale czy mężczyzna, który też tego chce mówiłby coś takiego? Czy to wyraz jego troski o mnie, tego, że nie chce abym była samotna a może po prostu świadczy to o tym, że tak naprawdę nie chce być ze mną? Mogę czekać. Ale aby czekać, muszę wiedzieć, że jest na co. Nie chcę spędzić 5 lat studiów sama, czekając na niego, spotykając się z nim co 2 miesiące a potem usłyszeć, że on nie chce żadnego związku. Wobec tego powinnam znaleźć sobie kogoś tutaj, przyjaciela, faceta, który by się mna zaopiekował i spędzał ze mną czas, a czasem uciekać do swojej prawdziwej miłości? Mogłabym. Ale to byłby koniec moich ideałów, moich 'romantycznych' marzeń o tym, żeby być tylko z tym kogo kocham. Z drugiej strony...nie potrafię być ciągle sama, nie wiedząc nawet czy on mnie kocha, czy bierze pod uwagę to, że kiedyś będziemy naprawdę razem. To mnie niszczy, doprowadza do szaleństwa. Chwile największego szczęścia, potem tęsknota, łzy niepewność i odrobina nadzieji, że może jednak....Potrzebuję kogoś, kto pomógłby mi o tym zapomnieć. Poza tym potrzebuję przytulenia, troski ze strony drugiej osoby. A jednak, to oznacza, że wszystko się zmieni. To byłoby poddanie się, utrata nadziei, wiary w miłość. Czy naprawdę każda kobieta która nie chce wyjść za mąż w wieku 19 lat i chce skończyć studia musi tak skończyć? Zadowolić się namiastką miłości, szukać jej byle gdzie? Czy nie ma innej drogi?
Lilith
komentarze [5] >> piątek, 11 stycznia 2008 22:35:40
Milczałam jakiś czas, bo...Właściwie to trudno podać jakiś konkretny powód. Byłam tak pochłonięta nowym, aktywnym (cóż za odmiana!) życiem, że nie miałam czasu, by przez chwilę usiąść, zastanowić się nad tym, co czuję i myślę oraz by to zapisać. Ale chyba jednak tego potrzebuję. Takiej chwili refleksji i spokoju, by móc nabrać dystansu i spojrzeć na siebie z boku. Nie obiektywnie, bo tego nie potrafię, ale ze skupieniem.
A więc, co się działo i czy coś się zmieniło? Sporo. Chyba czuję, że jestem na właściwym miejscu we właściwym czasie, krążę po odpowiedniej orbicie wokół swojej gwiazdy. Minęła euforia po przyjeździe do nowego miasta i uczelni, minął również okres depresji spowodowanej samotnością w obcym miejscu i zwątpieniem w dokonany wybór.
"Potem pomyślałem, że chciałbym z kimś porozmawiać. Może to być rozmowa o pogodzie albo narzekanie na rząd, wszystko jedno o czym. W każdym razie chciałem z kimś porozmawiać. Lecz niestety nie przychodził mi do głowy nikt, z kim mógłbym porozmawiać. Nie było nawet kota."
Teraz widzę, że dobrze wybrałam, studiuję to, co lubię, coraz lepiej poznaję to miasto, odkrywam jego najpiękniejsze zakątki i powoli przestaje ono być obcym światem. Przestałam czuć się zagubiona i obca, zaczęłam smakować uroki życia w tym miejscu. A jest ich sporo. Nawet mój wynajęty pokój nabrał domowych cech...Wydaje mi sie, że sporo zrozumiałam dzięki wyjazdowi do domu na święta. Odpoczęłam, popatrzyłam na wszystko z dystansu i zauważyłam, że zaczęło mi brakować życia na uniwersytecie. Tak, tego szumu, bieganiny, wykładów, nauki, spotkań ze znajomymi, samodzielnego życia. Po powrocie zaczęłam doceniać to, co do tej pory mnie przerażało lub sprawiało, że czułam się samotna i bezbronna. Nie ma lepszego uczucia niż satysfakcja z dokonanego wyboru i świadomość, że nie zabrakło odwagi, by go dokonać ;-) Mogłam w końcu wybrać łatwiejsze studia, uczyć się na gorszej uczelni ale za to blisko mojego miasta. Cieszę się, że nie poszłam na łatwiznę. Poza tym teraz czuję, że otaczają mnie naprawdę fajni ludzie - inteligentni, interesujący, często oryginalni. Jest z kim porozmawiać i jest z kim wypić piwo, w przeciwieństwie do czasów licealnych. Teraz tylko pozostaje jakoś się tu utrzymać...W następnym tygodniu zaliczenia.
"Przyjemność to wszystko, co robisz z entuzjazmem: może być w tym ból i cierpienie, ale to nie przekreśla tej podstawowej przyjemności, że wiesz, iż walczysz o to, co kochasz."
Lilith
komentarze [4] >> sobota, 22 grudnia 2007 16:52:53
Nareszcie w domu...Po 3 miesiącach nieobecności. Czas na regenerację sił.
Lilith
komentarze [2] >> piątek, 9 listopada 2007 17:57:12
A więc jestem tu znowu...Przez ostatni miesiąc nie miałam ani czasu, ani siły, ani szczerze mówiąc ochoty aby naprawić to zamieszanie z szablonem i coś napisać. To był bardzo dziwny miesiąc....Odkrywanie mojego nowego miasta, uczelni, domu...poznawanie ludzi. To naprawdę pochłonęło cały mój czas i energię. Nowe widoki, zapachy, smaki...Zupełnie inny styl życia. Czy lepszy? Trudno powiedzieć...Wiele zmieniło się na lepsze, jednak to, co złe, pozostało. Są sprawy, od których się nie ucieknie. Zacznijmy jednak od pozytywnych stron...Po pierwsze - studia. Owszem, są męczące, bywa, że coś nie wychodzi mimo starań, zdarzają się rozczarowania. Ale mimo wszystko to był mój wybór i nie żałuję. Większość zajęć jest interesująca (ukochana literatura i gramatyka, poza tym łamanie języka na fonetyce podczas mniej lub bardziej udanych prób wyrobienia Perfect British Accent...hehe. Zdarzają się potworki typu gramatyka opisowa (ach te plosive consonants i alveolar ridge -czytaj 'masa szczegółów i niezroumiałej teorii', ale na szczęście stanowią one mniejszość. Ogólnie mozna powiedzieć, że jestem zadowolona - lubię, to co robię, wykładowcy są na poziomie, panuje miła atmosfera pomimo dużych wymagań jakie się przed nami stawia. Poza tym, cóż - samodzielność ma swoje plusy. Nikt mnie nie kotroluje, nikogo tak naprawdę nie obchodzi to, co robię a mi, jako kocicy chodzącej własnymi drogami bardzo to pasuje ;-) Miasto, w którym przyszło mi żyć jest również miłe - sporo ładnych i ciekawych miejsc, jest co robić szczególnie dla osoby, która interesuje się sztuką i lubi czasem pójść na jakis koncert czy wystawę lub choćby porobić zdjęcia.
Niesamowite jest to, jak mozna wydorośleć w ciągu miesiąca. A do tego przyczyniają się te ciemne strony wyjazdu z domu, o których chyba nie muszę wiele opowiadać....Konieczność samodzielnego uporania się z domowymi obowiązkami, próby ugotowania czegoś sensownego po tygodni jedzenia zupek z torebki, targanie toreb z zakupami i jedna rzecz, ta najgorsza - samotność. Nie to żebym miała mnóstwo przyjaciół w moim mieście, ale mimo wszystko byli tam przynajmniej moi rodzice, czasem przyjechał brat...Tutaj naprawdę nikogo nie obchodzi to, czy sobie radzę. I choć w rzeczywistości radzę sobie nieźle, to świadomość tego, że nie mam na kogo liczyć trochę przytłacza. Bo, jak napisał kiedyś ktoś mądry - "To nie pomocy przyjaciół potrzebujemy, ale wiedzy, że tą pomoc możemy uzyskać". Ludzie tutaj są sympatyczni, moja współlokatorka z mieszkania, osoby z roku...Ale jednak nie udało nam się zbytnio do siebie zbliżyć. Wszyscy są mili, ale trzymają się na dystans, każdy zajmuje się sobą. Dziwne to dla mnie i niezrozumiałe...Może z czasem się zmieni.
Mimo wszystko jestem tak zajęta, że nie mam wiele czasu na myslenie o tym. Zapewne odczuwałabym tę samotność o wiele dotkliwiej gdyby nie ilość obowiązków i nowych wrażeń oraz wizyta mojego skarba.
Staram się dostrzegać głównie dobre strony tego, że jestem tutaj i jak dotąd nie jest najgorzej. Muszę pamiętać o tym, że to był mój wybór i że nie żałuję...Wszędzie można znaleźć plusy i minusy, dlatego trzeba cenić to, że osiąga się swoje cele, choćby nawet wtedy nie było idealnie.
Lilith
komentarze [11] >> niedziela, 28 października 2007 12:26:43
Chwilowe problemy z blogiem - coś się schrzaniło z szablonem :P Postaram się to wkrótce naprawić.
Lilith
komentarze [1]...początek... >> niedziela, 30 września 2007 11:58:34
A więc zaczęło się...Wyjechałam z domu i teraz zaczynam niejako nowe życie. Dziwnie trochę, bez rodziców, bez kontroli...ale lubię to - mogę sama decydować o sobie. Zawsze byłam osobą, która lubi pobyć sama i nienawidzi wyjaśniania, co robi, po co i kiedy. Pewnie trochę tęsknię, pewnie czasem będzie ciężko (choćby wczoraj, targanie tych toreb z marketu), wszystko trzeba zrobić samemu ale to miłe uczucie, trochę jak wyzwanie. Poza tym czuję się wolna. Wczoraj było rozpoczęcie roku akademickiego, poznałam kilku nowych ludzi, pospacerowaliśmy trochę po Poznaniu, potem było zebranie...
Powoli zadomawiam się w nowym mieszkanku. Lubię swój nowy pokój, jest duży, zadbany, czysty. Obok mieszka koleżanka z roku więc jest całkiem miło. A od środy zaczną się zajęcia...A więc mam kilka dni więcej na to, aby poznać miasto i przyzwyczaić się do niego zanim zacznie się nauka.
Nowe życie...Ja chyba lubię takie zmiany ;-)
Lilith
komentarze [7] >> sobota, 22 września 2007 23:17:20
Ostatnio zafascynował mnie świat powieści japońskiego pisarza o nazwisku Haruki Murakami. Zaczęło sie od Norwegian Wood, potem był Kafka nad morzem a teraz zaczynam Kronikę ptaka nakrącacza. Jego książki są dość specyficzne - interesujący bohaterowie, zazwyczaj dość tajemniczy, skomplikowani i zamknięci w swoim świecie. Może to jest jedna z przyczyn, dla których lubię jego książki, w końcu sama taka jestem do pewnego stopnia....A właśnie jedną z rzeczy, które cenię w sztuce - czy to literaturze, czy filmie, czy muzyce - jest to, że mogę się z nią utożsamiać. Jeśli czuję, że jest mi choć w niewielkim stopniu bliska, porusza coś we mnie - wtedy uważam, że jest dobra. Ale książki Murakamiego maja sporo innych zalet, choćby akcja - zawsze osadzona w Japonii, prosta narracja bez 'filozofowania' tak modnego w dzisiejszych czasach a jednocześnia naprawdę głęboka, przekazująca tak wiele. W końcu oszczędny, prosty styl to chyba jedna z cech japońskiej literatury...Chciałabym przeczytać wszystkie ego powieści/ Każda z nich jest inna, ale wszystkie które dotąd czytałam sa równie wartościowe.
Niedługo zaczynam studia...Z racji studiowania filologii angielskiej nie będę miała zbyt wiele czasu na czytanie czegokolwiek spoza literatury angielskiej i amerykańskiej....Ale to też może być ciekawe, chocby ostanio przeczytane przeze mnie 'Wichrowe wzgórza' . Na japońskie arcydzieła przyjdzie czas w kolejne wakacje ;-)
Zauważyłam pewną prawidłowość....Te najbardziej popularne i zachwalane filmy zazwyczaj są beznadziejne, pełne efektów specjalnych oraz pozbawione treści, podczas gdy z książkami jest odwrotnie - znane powieści najczęściej są bardzo dobre - przykładem jest choćby Murakami - laureat nagród i popularny pisarz, którego utwory wcale nie są komercyjne ani bezwartościowe. Jest wiele innych przykładów...Choćby Stephen King. Oczywiście, od każdej reguły są wyjątki...
Lilith
komentarze [1]